ENG
ENG

Dekalog_VI

Element graficzny

 

KONFERENCJA NA TEMAT VI PRZYKAZANIA DEKALOGU

XXI OGÓLNOPOLSKA PIELGRZYMKA LEKARZY WETERYNARII NA JASNĄ GÓRĘ: 9 VI 2013

„NIE CUDZOŁÓŻ”

(na podstawie A. Pronzato, Powrót do dekalogu, t. II, Salwator, Kraków 2004)

 

Wstęp. Oto przed nami szóste przykazanie, które w naszej kulturze niesie tak wiele emocji, które jest „ulubionym” przykazaniem dla młodzieży na rekolekcjach, czy na katechezie. Z jednej strony młodzi ludzie uwielbiają nauki o tabu, czyli „o seksie”, z drugiej strony duszpasterze chętnie sięgają po ten temat, bo jest on w naszych czasach poważnym problemem moralnym. Ale chyba nie tylko młodzież ale i nas zainteresują niektóre aspekty przykazania szóstego. Na początek anegdota o wszystkich przykazaniach, może już o tym mówiłem, przypomnę, bo pokazuje jak się z „dreszczykiem” emocji kojarzy się przykazanie „nie cudzołóż”.

Otóż w dawnych czasach, gdy Mojżesz wracał z góry Synaj, gdzie otrzymał przykazania czyli dziesięć słów – Dekalog, cały naród Izraela zebrał się u podnóża góry z niecierpliwością oczekując na swego przywódcę. Ten schodząc w dół ujrzał tłum i zawołał:

– Ludu mój, oto mam dla was dwie wiadomości. Dobrą i złą. Którą chcecie najpierw usłyszeć?

– Dobrą, zawołali Izraelici.

– A więc, moi drodzy. Bóg objawił mi swoje przykazania dla was. Miało być 15 przykazań ale udało mi się wytargować tylko 10…

– Hurra, ucieszyli się ludzie. A jaka jest zła wiadomość?

– Niestety, szóste przykazanie zostało, odpowiedział Mojżesz.

 

1. A teraz poważniej, na początek kilka zaskakujących danych właśnie z czasów pierwotnego obowiązywania szóstego przykazania, w czasach Starego Testamentu. Okazuje się, że omawiane dziś przykazanie miało zupełnie inny wymiar. Nie dotyczyło zachowań czystości, wierności małżeńskiej i nie ganiło zachowań perwersyjnych, nieczystych lecz miało charakter czysto prawny i społeczny. Można nawet powiedzieć, że było to prawo przeciwne chrześcijańskiemu pojmowaniu jedności i wierności małżeńskiej, bo nie brało pod uwagę względów moralnych, zachowania czystości przedmałżeńskiej, relacji małżeńskich i w ogóle zachowań seksualnych. Przykazanie „nie cudzołóż” oznaczało zasady rodowodowe, własnościowe, zachowania hierarchii społecznej.

Przede wszystkim sprzeciwiało się cudzołóstwu, ale tu uwaga – tylko cudzołóstwu kobiety… Przykazania chroniło rodowód mężczyzny, Mężczyzna, głowa rodu musiał być pewien, że żona jest mu wierna, aby wszystkie jego dzieci mogły prawomocnie dziedziczyć jego majątek. Cudzołóstwo uderzało we własność dziedzica a kobieta była częścią jego własności, dlatego kobieta nie miała prawa rozwodu. Mężczyzna – tak! Ze względu na prawno-społeczne uwarunkowania starożytnego Izraela, kobieta nie miała większości praw.

W związku z tym, można stwierdzić, że przykazanie szóste utwierdzało prawnie (nie moralnie – podkreślam), podwójną moralność: kobieta była – można powiedzieć naszym językiem – dyskryminowana. Nie mogła się rozwieść, musiała być wierna, mogła mieć tylko jednego męża. A mężczyzna mógł mieć nawet kilka żon. Poligamia była wtedy powszechna i legalna ale nie z powodów moralnych lecz społeczno-ekonomicznych.

Może to nas gorszy czy dziwi, ale priorytety społeczne były kiedyś inne i chroniły struktury własności, nawet za cenę dziś pojętej moralności. Ale prawo własności było bardzo ważne w starożytności i gwarantowało właściwy rozwój społeczny. Nie oznacza to, że kwestie moralne były drugorzędne, zasady moralne w małżeństwie były oczywiste i dlatego przykazanie „nie cudzołóż” bardziej koncentrowało się na aspekcie społeczno-prawno-ekonomicznym.

 

2. Małżeństwo, ze strony prawnej i ekonomicznej (dziedzicznej) było o wiele bardziej poważnie traktowane, niż dzisiaj. To była absolutna, nienaruszalna podstawa życia społecznego, nawet jeśli według naszych standardów dopuszczała rozwody czy poligamie. Dziś, poza małżeństwem i rodziną, szkołą i Kościołem instytucja państwa zabezpiecza większość praw człowieka, dawniej tą jedyną instytucją, było właśnie małżeństwo. Świadczy o tym sankcja. Za cudzołóstwo żonatego mężczyzny z zamężną lub zaręczona kobietą groziła obojgu kara śmierci. Ale za związek mężczyzny z kobieta wolną, prostytutką lub niewolnicą, nie było żadnej kary. Za cudzołóstwo kobiety zamężnej, zawsze jej groziła kara śmierci ale za poligamię, oczywiście mężczyzny też nie było żadnej kary.

Wtedy były inne społeczeństwa, bardziej bliskie mentalności starożytnych. Dlatego nie porównujmy naszej moralności, już w duchu Nowego Testamentu z mentalnością patriarchów Starego Testamentu. Do dzisiejszego rozumienia cudzołóstwa i małżeństwa Izrael a później lud Nowego przymierza dochodził stopniowo, w miarę rozwoju świadomości moralnej i dojrzewania głębszej wizji miłości małżeńskiej. Zresztą to, że przeważała interpretacja prawno-ekonomiczna instytucji małżeństwa nie oznacza, że Izraelici nie rozumieli istoty zdrady, znaczenia cudzołóstwa w naszym rozumieniu, czy nie znali głębszych kontekstów miłości.

Proszę zwrócić uwagę na słownictwo biblijne odnoszące się do szóstego przykazania. Otóż słowo „nie cudzołóż” brzmiało na`af i pojawia się w Starym Testamencie 32 razy, natomiast słowo „prostytuować się, zachowywać się jak prostytutka” wyraża się słowem zanah i występuje w tekście biblijnym rzadziej. Oba słowa mają zbliżony rdzeń, mają wspólną treść a tą treścią jest właśnie relacja mężczyzny i kobiety, która jak wiemy w całej historii zbawienia jest mocno związana z relacją człowiek-Bóg. I to jest najważniejsze w przykazaniu „nie cudzołóż” zarówno w Starym Testamencie jak i w Nowym Testamencie, że zdrada człowieka jest zdradą Boga. Tylko, że w czasach starożytnych, ważniejsze praktycznie było podkreślenie wymiaru prawnego przykazani niż wymiaru teologicznego. Musiało upłynąć wiele wieków, musiały zmienić się struktury społeczne na świecie, żebyśmy dziś rozumieli szerzej i głębiej szóste przykazanie.

To jednak, że lepiej je rozumiemy, nie oznacza, że lepiej praktykujemy ale to już inna sprawa o której za chwilę.

 

3. Przejdźmy zatem do naszych czasów. Z punktu widzenia emocjonalnego, z racji pewnego tabu, intymności, sfera seksualna, sfera związana ze współczesnym rozumieniem przykazania, nabiera dziś pierwszorzędne znaczenie a przykazanie szóste staje się pierwszym. Niesłusznie. Nieczystość, cudzołóstwo, zboczenia seksualne nie są najważniejszymi i najgorszymi grzechami – takie znaczenie nadała im kultura, media, może my sami. Prawda jest taka, że najcięższą konsekwencje, winę najwyższego stopnia ma wykroczenie przeciwko pierwszemu przykazaniu a w szóstym najważniejsze staje się zaprzeczenie miłości a nie jakiś, konkretny czyn nieczysty.

Tak łatwo popaść w fałszywą moralność, w obłudę przeciwko szóstemu przykazaniu, jeśli zachowuje się zewnętrzną czystość, nie popełnia grzechów nieczystych, czy to w małżeństwie, przed małżeństwem czy poza małżeństwem. Walczy się z „brzydkimi” myślami, z poczuciem grzechu, z nieczystymi pragnieniami, z pokusami ale jest się egoistą, osobą niesprawiedliwą, krzywdzi się innych, mści się i nienawidzi. Nie zdradza żony, nie popełnia samogwałtu, nie ogląda filmów pornograficznych ale jest złym człowiekiem…. Tak samo się grzeszy przeciw szóstemu przykazaniu przez cudzołóstwo jak przez brak miłości, nawet bez związku ze sferą seksualną.

Jest tu historyczna wina Kościoła, że napiętnował kiedyś nieczystość, bo to łatwo, bo to widać a zaniedbał budowanie obrazu miłości i w sferze seksualnej i poza tą sferą. Mało tego, dziś ponosi konsekwencję takiej dwulicowej moralności i zbiera baty za grzechy nieczyste w Kościele: skandale, pedofilia, małżeństwa duchownych, cała sfera nieczystości swym ostrzem jest skierowana przeciwko kapłanom i Kościołowi. Kto sieje wiatr ten zbiera burzę  i trudno się dziwić, że te problemy wychodzą i okazuje się nagle, że w sferze czystości, seksualności i najcięższych grzechów społecznych Kościół najwięcej jest winien i tak to media pokazują deformując rzeczywistość i ukazując zupełną nieprawdę. Są na ten temat statystyki i konkretne dane.

A. Maillot powiedział: „[Kościół] stał się geometrycznym miejscem grzechu, a nawet był uważany za jego początek”. Oczywiście inne były kiedyś czasy, inne uwarunkowania ale dziś społeczeństwo tego nie pamięta i ciągle wraca do zadawnionych grzechów w kościelnej edukacji, wychowaniu i jakiejkolwiek innej sferze życia. Papieże Jan Paweł II,  Benedykt XVI, Franciszek w swoim nauczaniu zwracają uwagę na zupełnie inną sferę ludzką, nie prawa, nie legalizm, nie pozorny porządek zewnętrzny na pokaz, ale na porządek płynący z serca, bo to z wnętrza człowieka biorą się wszystkie złe rzeczy.

 

4. Ważną sprawą jest też nie demonizowanie ludzkiej seksualności. Ta sfera nie jest czymś złym, czymś negatywnym ani dla mężczyzny ani dla kobiety. Na początku chrześcijaństwa, w starożytności, Kościół musiał zmagać się z negatywną wizją seksualności pochodzącą z filozofii greckiej. Generalnie wpłynęła ona pozytywnie na kształt Nowego Testamentu, pozwoliła rozwinąć wiele kwestii teologicznych poprzez ukształtowane już pojęcia i obrazy myśli greckiej, ale z punktu widzenia moralnego świat grecki przyniósł też sporo zamieszania m.in. w sferze moralnej wbrew duchowi Biblii. Grecy odnosili czystość tylko do sfery praktyk seksualnych a przykazanie szóste tłumaczyli jako: „Nie popełniaj aktów nieczystych”. To zawężone rozumienie omawianego przykazania nie ma nic wspólnego z rozumieniem biblijnym, z głęboką, integralną wizją ludzkiej seksualności, która wykracza poza wyłączną, fizyczną sferę aktu płciowego.

Wyjaśnił to André Chouraqui: „Przykazanie potępia nie tylko cudzołóstwo, ale także wszelką postawę cudzołożenia mężczyzny lub kobiety w ich relacjach z innymi i ze sobą wzajemnie. W średniowieczu cudzołożnik był fałszerzem monet. Cudzołożnik lub cudzołożnica to osoby, które łamią reguły nie tylko małżeństwa, ale każdego dobrego prowadzenia się (…). Cudzołożnik jest zatem fałszerzem, kłamcą, bezwstydnikiem, rozpustnikiem oddającym się każdemu rodzajowi nieprawości, skandalicznemu zachowaniu i nieuczciwości” (cyt. za:  A. Pronzato, Powrót do dekalogu, t. II, Kraków 2004, s. 160-161).

Dziś z tej greckiej, zredukowanej seksualności, naznaczonej obsesją nieczystości, lęku przed relacją seksualną, która będzie pozaprokreacyjna, z odrzuceniem – jako grzesznej – jakiejkolwiek przyjemności seksualnej, niewiele pozostało. Obecnie, po Soborze Watykańskim II i po genialnych analizach ciała, intymności, seksualności i małżeństwa przeprowadzonych przez Karola Wojtyłę (jako etyka na KUL w Lublinie) – Jana Pawła II (jako duszpasterza i papieża), dawne lęki seksualne zostały w Kościele przezwyciężone (może jeszcze nie wszędzie ale oficjalnie już potwierdzone nauczaniem Kościoła). Nie należy tego rozumieć jako nową, zmienioną naukę moralną Kościoła katolickiego czy tworzenie „nowego” nauczania biblijnego. Raczej jest to uwspółcześnienie znanej od dawna wizji ludzkiej seksualności, małżeństwa i miłości, po wiekach pewnego zacofania, niezrozumienia i ulegania duchowi minionych czasów. To poziom świadomości społecznej, stan wiedzy medycznej, dawne zwyczaje i lęki wymuszały w Kościele rygoryzm i zniekształcenie ludzkiej moralności seksualnej. Współczesny kształt biblijnej i katolickiej seksualności raczej wyprzedza swoją oryginalnością stan świeckiej, często „neopogańskiego” obszaru relacji seksualnych między kobietą i mężczyzną.

Według Biblii, Tradycji i nauczania kościelnego „małżeństwo jest postrzegane nie tylko w swej funkcji prokreacyjnej, ale także jako pełnia intymnej jedności pomiędzy dwoma osobami. Przyjemność nie jest demonizowana ale włączona w kontekst głębokiej miłości, stanowiąc fundamentalny element dla rozwoju człowieka. Taka postawa implikuje dojrzałość. A zatem, ani demonizowanie, ani idealizowanie. Ani narcystyczna przyjemność, ani grubiaństwo. Ani wątpliwej moralności anielskość, ani bestialstwo. Ani mistycyzm, ani prostactwo. Żadnych fobii ani banalizowania” (A. Pronzato, Powrót do dekalogu, t. II, Kraków 2004, s. 161).

 

5. Duch szóstego przykazania jest widoczny wtedy, gdy patrzymy na przykład Jezusa. Pamiętamy obraz, kiedy przyprowadzono kobietę cudzołożną do Jezusa z pytaniem: „Mojżesz nam kazał takie kamienować, a Ty co powiesz?” (J 8, 5) Niezwykła jest reakcja Jezusa na podstęp faryzeuszy. Jezus zobaczył w kobiecie cudzołożnej człowieka. Zobaczył, że to jest dramat osoby, konkretnej kobiety. Może do nierządu zmusiła ją sytuacja życiowa? A więc po pierwsze – Jezus widzi w tej kobiecie człowieka z jego problemami. Po drugie – w dyskusji z faryzeuszami podkreśla nie warstwę prawną, choć była ona bardzo ważna w Izraelu, ale pokazuje miłość, pokazuje kobietę udręczoną w swojej miłości, upodloną w swoim pragnieniu miłości. Ktoś ją wykorzystał. Jezus ukazuje jak bardzo na tym cierpi relacja międzyludzka.

 Kolejna rzecz – to wielka wyrozumiałość, wielkie ciepło. Jezus nie gromi tej kobiety, nie wytyka palcami, ale rozumiejąc jej położenie jest pełen ciepła, wyrozumiałości, a nawet tkliwości: „Nikt cię nie potępił (…) i ja cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej” (J 8, 10-11). Jezus wyraźnie jest po stronie kobiety. On docenia równość mężczyzny i kobiety. Wskazuje na scenę biblijną w raju, kiedy kobieta i mężczyzna byli razem i jest powiedziane, że mężczyzna nie może być sam, że od początku był to związek monogamiczny, że od początku byli sobie równi. Jezus ukazuje w tym obrazie kobiety cudzołożnej, że to „co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”  (Mk 7, 20-23). Jezus wskazuje na sferę serca, na obszar miłości jako odpowiedzialny za wszystkie grzechy nieczyste.

Trzeba widzieć zmianę dotyczącą ludzkiej seksualności i cudzołóstwa w Nowym Testamencie, aby dostrzec to wszystko, co obecnie się dzieje w świecie w kontekście Ewangelii i nauki Jezusa, w kontekście serca i w kontekście miłości. To jest niesłychanie ważne dzisiaj w rozumieniu czystości, w rozumieniu wierności i nierozerwalności małżeństwa. To z czym dzisiejszy świat nie może sobie poradzić, bo nie chce zrozumieć, jak ważna jest miłość i serce człowieka.

Jeśli podkreślamy znaczenie miłości i serca (rozumianego w sensie duchowym), to zrozumiałe, że w centrum naszego zainteresowania i w centrum „nie cudzołóż (podobnie jak w przypadku wszystkich przykazań) nie są same czyny ludzkie ale przede wszystkim intencje, myśli, plany i postanowienia. To jest dopiero – jak określił A. Pronzato – „czarna studnia” myśli z zepsutym fetorem nie do zniesienia, który zaraża wszystko wokoło. Trzeba więc w naszym temacie eliminować złe myśli, zwłaszcza najtajniejsze, „oczyścić fabrykę trucizny, jaką jest serce”.

Oczywiście nie będziemy teraz szukać sposobów na oczyszczanie myśli, to zadanie ascetyki i pracy nad sobą, nie chcę też omawiać wszystkich grzechów przeciwko szóstemu przykazaniu, jest tego bardzo dużo: cudzołóstwo, rozwód, poligamia, kazirodztwo, pedofilia, antykoncepcja, wolne związki, współżycie przed ślubem, rozwiązłość, masturbacja, nierząd, pornografia, prostytucja gwałt, homoseksualizm itd. Można by na ten temat powiedzieć osobną konferencję.  To wszystko dręczy młode pokolenie, to widać na ulicy, w mediach, życie przeciw szóstemu przykazaniu, cała sfera pokazywana i preferowana dzisiaj i nawet prawnie regulowana jako normalna, choć normalną nie jest.

Natura nie da z siebie kpić. Przyjdzie czas, gdy to wszystko się odbije potężną czkawką w całej cywilizacji i otrzeźwienie będzie powszechne. I wszyscy powiedzą – oto zaszliśmy za daleko i trzeba wrócić do podstaw, do normalności, bo to cośmy stworzyli, cała kulturę gender itd. to była pomyłka. Zapewne będzie jakaś przyczyna odbicia, może epidemia, może jakiś prorok, trudno teraz wyrokować, ale jestem przekonany, że świat powróci do normalności.

W tym wszystkim nie należy traktować tego całego zła, tych grzechów jako ostateczną tragedię. W związku z tym nie można rozkładać rąk, twierdzić, że już nic nie ma sensu, że nic się nie uda, bo świat jest już stracony.  W historii świata cały czas był kołowrót dobra i zła i można znaleźć choćby w okresie Oświecenia różne ludzkie wymysły i w starożytności różnego rodzaju praktyki. To wszystko już było, a potem przychodziło otrzeźwienie i odnowa, wracała wiara i miłość.

Chcę powiedzieć o czymś ważniejszym niż o wymienianiu grzechów  i biadolenia nad nimi. Zresztą o grzechach trzeba by mówić do tych, którzy na pielgrzymki nie przyjeżdżają. Czasami więc mówiąc o problemach z Dekalogiem, nawet trochę mi niezręcznie, że mówię o rzeczach, które nie dotyczą słuchających i trzeba by o tym powiedzieć tym, którzy nie są na pielgrzymkach i wymagają słowa Ewangelii z Jasnej Góry. Mam nadzieję, że przekażecie im te prawdy i dacie swoim życiem przykład innym, jak to powinno być.

 

6. Patrząc na szóste przykazanie „nie cudzołóż” dzisiaj, trzeba na nowo spojrzeć na małżeństwo i rodzinę. I to jest nie tylko miłość, wierność i uczciwość małżeńska, ale jeszcze jeden bardzo ważny element: świętość małżeństwa. Wspominałem o tym, gdy mówiłem o ojcu, o matce i o rodzinie, o wychowaniu, przy analizie czwartego przykazania. Dzisiaj w kwestii moralnej, jeśli chodzi o pożycie małżeńskie, to trzeba jasno powiedzieć, że nie można uciekać od seksualności. Nie można traktować seksualności w małżeństwie jako czegoś złego, jako coś z obowiązku, z nakazu Kościoła, czy z innej jeszcze racji. To jest prawo miłości i to jest sfera między małżonkami do zagospodarowania, do praktykowania, bez względu na wiek, bez względu na sytuację, bez względu na dzieci i bez względu na problemy, które w związku z tym były.

Współcześnie w małżeństwie sfera seksualna jest wyrazem miłości tak samo ważnej jak nierozerwalność małżeństwa, tak samo ważnej jak jedność małżeństwa. Ukazuje to, choćby teologia ciała Jana Pawła II, czy wiele posoborowych książek, które przypominają i pokazują sferę miłości w małżeństwie. W małżeństwie nie ma możliwości popełnienia grzechu nieczystości. Wszystko, co się dzieje między małżonkami jest absolutnie dobre, jest absolutnie Boże, absolutnie święte. Nie mówię tu oczywiście o jakiś perwersjach, poniżaniu, czy zadawaniu cierpienia drugiej osobie. Przecież tyle jest pięknych sytuacji nawet jeśli małżonkowie są już w starszym wieku, że zwyczajne bycie ze sobą, bliskość, każda pieszczota, każda czułość jest wyrażeniem także seksualnym, wyrażeniem uczucia bez względu na to czy jest się małżeństwem pięć lat, czy pięćdziesiąt. I o tym trzeba dzisiaj mówić w kontekście szóstego przykazania, nie ze strony negatywnej, czego nie należy czynić w małżeństwie, tylko, co się powinno praktykować w sferze seksualnej pomiędzy małżonkami.

To jest niesłychanie piękna, wspaniała Boża rzecz. Trzeba patrzeć na przykazanie szóste w sposób pozytywny i nie demonizować, że jest to sfera gorsza od uczucia, czy sfera naznaczona przekleństwem. Nic z tych rzeczy. Kwestia wyrażenia miłości w relacjach małżeńskich ma wielką przyszłość i nie tylko u młodych małżonków. Dlaczego młodzi po ślubie mają miesiąc miodowy, a potem przez następnych pięćdziesiąt lat każą sobie iść drogą krzyżową odmawiając seksualności, unikając bliskości i czułości? Niech będzie pięćdziesiąt lat miodowych. Nic nie stoi na przeszkodzie. To jest to widzenie ludzkiej seksualności w perspektywie małżeństwa sakramentalnego, jedynego i nierozerwalnego, w sposób Boży, jak uczy Jezus, jak uczy Ewangelia. Nie ze strony prawnej, jak kiedyś patrzono z nierównością dla kobiety, ale ze strony pozytywnej, jako radosne dawanie siebie w różny sposób, także w sposób intymny współmałżonkowi z miłością, żeby było tam dużo pięknych słów, dużo pięknych gestów, żeby to było w duchu wolności, żeby to było w duchu radości i zobaczycie, że nawet ten trzeci wiek w małżeństwie będzie pięknym i będzie ukazywał miłość Bożą i piękno całego Dekalogu.

 

7. Niektórzy dzielą małżeństwo na trzy etapy. Pierwszy, kiedy małżonkowie są jeszcze sami bez dzieci, drugi – gdy wychowują dzieci do czasu gdy wyjdą z domu, i trzeci  czas emerycki, gdy dzieci są samodzielne, a małżonkowie są sami. I co, ten trzeci okres jest już bez wartości, bez bycia ze sobą, tylko na zasadzie czekania, które pierwsze umrze? Przecież jest to czas równie ważny, jak ten miesiąc miodowy. Tak samo jak czas wychowywania i cieszenia się dziećmi i ich przygotowania w dorosłe życie. Niech ta miłość wyrażana w różny sposób będzie także cechą tego trzeciego okresu małżeństwa, a nie czasem straconym, jak niektórym się wydaje, albo czasem bardzo niebezpiecznym dla miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej.

Bywa tak, że na jakimś etapie wychowania dzieci matka poświęcając się za bardzo dzieciom traci z horyzontu męża, przelewa uczucia na dzieci, a mąż – odtrącony raz, czy dwa, nie może sobie znaleźć miejsca i ucieka w alkohol lub znajduje sobie przyjaciółkę. Dzieci wychodzą w świat, a żona i matka zostaje sama, bez więzi z mężem, który jest obecny tylko fizycznie, bez więzi uczuciowej. I muszą żyć kolejne dziesiątki lat w udręczeniu i utrapieniu, zadając sobie niekiedy wielkie cierpienie, tylko przez to, że nie było przez pewien czas między małżonkami praktyki miłości. Mówi o tym List do Tytusa, o radach dawanych młodym mężatkom, żeby za bardzo nie poświęcały czasu i uczucia dla dzieci, ale zawsze żeby mąż był najważniejszy (por. Tyt 2, 4).

Ważne jest więc, aby sakramentalne małżeństwo oparte było nie tylko na podstawach prawnych, zobowiązaniach majątkowych czy wspólnie spłacanym kredycie mieszkaniowym ale i na uczuciach, na gestach, na rozmowach, dialogu, na wzajemnej obecności. Jaki to piękny obraz, gdy idzie dwoje emerytów po wielu latach małżeństwa i trzymają się za ręce, jak nastolatki. To piękny obraz jedności, bliskości.

Właśnie w tym trzecim okresie małżeństwa nierozerwalność małżeństwa polega na tym, żeby nie oddzielać: seksualności od miłości, miłości od wierności, wierności od wolności. Chodzi o to, żeby jedność małżeńska wyrażała się w tym, że on jest w niej zakochany po uszy i ona też za nim nie widzi świata. Także w znaczeniu bliskości, czułości i tego wszystkiego w wymiarze fizycznym na co pozwala nie tylko zdrowie czy sprawność ale wyobraźnia i wspomnienia. A są to możliwości wielkie i piękne. Dlatego dzięki miłości, jedność małżeńska nie czyni z szóstego przykazania zakazu ale przykazanie czyste, przykazanie pełne oddania, pełne wyjątkowości, pełne tajemnicy. Jest to w istocie przykazanie pozytywne, jako przykazanie miłości dwojga ludzi związanych węzłem sakramentalnym, związanych uczuciowo i fizycznie, pozytywnie bez żadnych lęków, be strachu przed grzechem i karami piekielnymi.

To samo czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego: „Mężczyzna i kobieta, stworzeni razem, są chciani przez Boga jako jedno dla drugiego. Słowo Boże pozwala nam zrozumieć tę prawdę w różnych fragmentach tekstu świętego. «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc» (Rdz 2, 18). Żadne ze zwierząt nie może być tym «partnerem» mężczyzny (Por. Rdz 2, 19-20). Kobieta, którą Bóg «kształtuje» z żebra wyjętego z ciała mężczyzny i którą przyprowadza do mężczyzny, wywołuje u niego okrzyk podziwu, miłości i jedności: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!» (Rdz 2, 23). Mężczyzna odkrywa kobietę jako inne «ja» tego samego człowieczeństwa. Mężczyzna i kobieta są stworzeni «jedno dla drugiego»: Bóg nie stworzył ich «jako części» i «niekompletnych». Bóg stworzył ich do wspólnoty osób, w której jedno może być «pomocą» dla drugiego, ponieważ są równocześnie równi jako osoby («kość z moich kości») i uzupełniają się jako mężczyzna i kobieta. Bóg łączy ich w małżeństwie w taki sposób, że stając się «jednym ciałem» (Rdz 2, 24), mogą przekazywać życie ludzkie: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię» (Rdz 1, 28). Przekazując swojemu potomstwu życie ludzkie, mężczyzna i kobieta jako małżonkowie i rodzice współdziałają w wyjątkowy sposób z dziełem Stwórcy (Por. Sobór Watykański II , konst. Gaudium et spes, 50); (KKK 371-372).

 

8. Pozornie, z brzmienia szóstego przykazania – „nie cudzołóż”, wydawać by się mogło, że przedmiotem zakazu są poważne grzechy nieczyste (homoseksualizm, perwersje seksualne, kazirodztwo, prostytucja), że dotyczą zarówno osoby samotne (masturbacja, pornografia) jak i małżonków (rozwód, poligamia, antykoncepcja, zdrady małżeńskie), że dotykają także dzieci i młodzież (pedofilia, wolne związki, współżycie przedmałżeńskie, gwałt). W sumie – grzechy, grzechy, same grzechy…

Jednak, jak powiedziano już wyżej, szóste przykazanie jest bardziej czyste niż nieczyste… Nie możemy patrzeć na nieczystość, jak na coś strasznego. Najważniejsze jest serce i miłość i jeśli będzie w sercu miłość to i nie  będzie nieczystości i będzie można patrzeć na świat bez strachu, bez wstydu i lęku.  Oczywiście będą różne sytuacje, pokusy, ale moc miłości serca da moc patrzenia, mówienia, przeżywania w czystości do wszystkich ludzi bez względu na to, czy to będą cudzołożnicy, wiarołomcy, homoseksualiści, czy ludzie poranieni różnymi perwersjami. My jako chrześcijanie mamy nad tym wszystkim być wyżej i patrzeć na nich z miłością lecz nie pochwalać, czy tolerować. Tolerować nie oznacza, że się zgadzamy, tylko że mamy inne odczucia i poglądy, ale z szacunku pozwalamy na wyrażenie innych opinii. Tolerancja nie jest zgodą na zło na które patrzymy. Możemy patrzeć na różnych ludzi nawet mocno zbałamuconych, czy nieszczęśliwych w swojej nieczystości z miłością, ale powinniśmy być ponad tym wszystkim. Niech oni zobaczą, że można żyć inaczej, radośniej.

Można nawet powiedzieć, że znaczenie szóstego przykazania wyraża się nie w zakazie „nie cudzołóż” ale w nakazie czystej miłości. To znaczy, że w relacjach seksualnych miłość (oczywiście mówimy o małżeństwie sakramentalnym) oczyszcza wszelką „nieczystość”. Miłość gwarantuje ową czystość przede wszystkim poprzez trwanie, wierność, nierozerwalność – tak jak nauczył nas Jezus: „Do końca ich umiłował” (J 13, 1). Albo miłość „na zawsze” będzie gwarantem czystości w relacjach seksualnych, albo trzeba będzie zatrzymać się na negatywnym, pierwotnym, prawnym znaczeniu przykazania: „nie cudzołóż”.

O tym jaka powinna być miłość, wylano morze atramentu i wydrukowano miliony stron ale tak naprawdę, to dopiero w świetle szóstego przykazania można powiedzieć, jaka miłość nie powinna być. Duński filozof Sören Kierkegaard napisał: „Ci, którzy obawiają się wypowiedzieć «tak» na zawsze, lękając się, że już jutro mogą zmienić zamiar, i to jest oczywiste, nie uważają miłości jako dobra najwyższego; inaczej byliby zadowoleni z istnienia mocy, która przymusza ich do bycia związanymi…”  (cyt. za: A. Pronzato, Powrót do dekalogu, t. II, Kraków 2004, s. 177).

Nasze czasy cierpią właśnie na taki brak zdecydowania w miłości, wielu młodych ludzi, w obawie przed odpowiedzialnością, wymaganiami i wiernością (albo mając sobie te wartości za nic…) uciekają do tymczasowości, chwilowej przyjemności, pozornej wolności, złudnej nowości. Prawdziwa wolność jest właśnie zapisana w przykazaniu „nie cudzołóż” i ściśle wiąże się z miłością, ale wierną, „na zawsze”. Może w świecie kryzysu małżeństwa, kryzysu „nie cudzołóż” trzeba przypomnieć niezwykłość i piękno miłości, wierności i wolności. Tych wartości, które wydają się zagubione w codziennym pośpiechu, schowanych pod korcem nieograniczonej konsumpcji, ośmieszonych przez hedonizm i wystawionych w muzeum zacofanej przeszłości. Oto miłość, wierność i wolność w kontekście małżeństwa i szóstego przykazania:

è Miłość nie istnieje, jeśli nie jest ofiarowana osobie a wolność jest niemożliwa w miłości jeśli nie staje się „wolnością wspólną”, „wolnością dla drugiego”;

è Miłość na krótki czas, nieokreślona i prowizoryczna, gdy dopuszcza się możliwość, że kiedyś już nie będzie się kochać – nie jest prawdziwą miłością i nie można jej otrzymać, jeśli nie daruje się drugiej osobie wszystkiego, swojej przyszłości a nawet wieczności;

è Miłość wyrachowana, podporządkowana, zależna od warunków, związana korzyściami jest tylko umową handlową, grą lub zabawą;

è Wierność bez kryzysów, pokus i zwątpień, nie jest jeszcze wartością, nie może stanowić podstawy prawdziwej miłości;

è Wierność wystawiona na próbę, potrzebuje cierpliwości, czyli umiejętności rozpoczynania na nowo, aby ponownie budować jedność i być upartym w sklejaniu miłością powstałych pęknięć;

è Wierność to nie tylko miłość czasu młodości, ale wierność w chorobie, starości i ofiarowaniu siebie – to pogłębia wierność i umacnia wiarę;

è Wolność nie polega na wyzwoleniu się „od” ale na otwarciu „na”, prawdziwa wolność jest wyborem dobra, otwarciem na wartości, włączeniem własnej wolności z wolnością drugiego człowieka , ku wspólnemu celowi;

è Wolność powinna wyrażać się w codziennym darze, z radością (czasem za cenę wyrzeczeń), odkrywana na nowo, ciągle umacniana świadomością, że buduje miłość;

è Wolność kryje się właśnie w przykazaniu „nie cudzołóż”, ponieważ dzięki Dekalogowi, można uniknąć pułapek zniewolenia, ograniczenia i grzechu (częściowo na podstawie: A. Maillot, Le Décalogue, Genéve 1985, oprac. za: A. Pronzato, Powrót do dekalogu, t. II, Kraków 2004, s. 180-182).

 

Zakończenie. Warto przypomnieć, że dawne znaczenie szóstego przykazania nie odnosiło się do nierozerwalności małżeństwa (pozwalało na rozwody), nie odnosiło się do jedności małżeństwa (dopuszczało poligamię) i nie dotyczyło w ogóle spraw seksualnych w małżeństwie i poza małżeństwem. Było to prawo chroniące małżeństwo jako element życia społecznego, prawnego i obywatelskiego.

Pod względem ciężkości grzechów szóste przykazanie wcale nie jest najważniejsze. Najcięższe grzechy to są grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu, przeciwko Bogu i Jego miłości i dopiero potem w dalszej kolejności są grzechy przeciwko człowiekowi i jego miłości, a nie odwrotnie.

Okazuje się, że współcześnie, w odnowionej przez Sobór Watykański II wizji Dekalogu, w centrum szóstego przykazania nie są liczne (i coraz bardziej wyrafinowane) grzechy nieczyste w małżeństwie i poza małżeństwem ale pozytywna perspektywa miłości, wierności i wolności małżeńskiej (zwłaszcza sakramentalnej).

Oczywiście w szóstym przykazaniu chodzi także o czystość, o dowartościowanie ludzkiej płciowości i o związek między ciałem i duszą. Enzo Bonaventura tak to opisał: „Czystość ciała jest tajemnym węzłem związanym z czystością duszy: jeśli ciało zostanie zachowane od wszelkiej skazy i jest prawie konsekrowane jak świątynia Ducha, nie pojawią się nigdy niskie instynkty ani egoistyczne żądze; wola wręcz się umacnia i hartuje w walce o dominację nad sobą, rozjaśnia się myśl, wzrasta wyobraźnia, wszystkie duchowe siły zostają odświeżone i odnowione” (Il Decalogo commentato In dieci discorsi). Cyt. za: A. Pronzato, Powrót do dekalogu, t. II, Kraków 2004, s. 192.

Na koniec naszych analiz, jeszcze jedna uwaga. Pomocą w zrozumieniu i przyjęciu „nie cudzołóż” może być fakt, że jest to przykazanie wypływające z wiary biblijnej. Dekalog może być zrozumiany przede wszystkim w świetle historii zbawienia, Ewangelii i nauczania Kościoła katolickiego, inaczej jest tylko jedną z opcji we współczesnym świecie cudzołóstwa, nieczystości i grzechu. Oczywiście dla niewierzących szóste przykazanie też może być cenną wskazówką w poszukiwaniu prawdy i dobrego życia (również w małżeństwie niesakramentalnym) ale wiara chrześcijańska nadaje każdemu przykazaniu szczególny wymiar nadprzyrodzony i pomaga łaską, mocą z nieba.

AKTUALNOŚCI

Sprawdź najnowsze informacje